Kibic na obczyźnie Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu

Stołeczni siatkarze kibiców mają nie tylko w Polsce, ale i za granicami. Jak pokazują statystyki, na oficjalną stronę internetową klubu zaglądają nawet na... Filipinach, Malediwach i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich! Postanowiliśmy przyjrzeć się, jak wygląda dzień z życia kibica na obczyźnie. 

Michał Trybusz, Hiszpania - Granada,

sobota 11 stycznia: Godz. 9.30… do meczu z Jastrzębiem 5 godzin, 15 minut

"Jak dobrze wstać skoro świt" - chciałoby się zanucić znajomy refren. Niestety w  mieszkaniu bez ogrzewania po temperaturze w nocy bliskiej zeru, poranek nie należy do najmilszych momentów dnia. Trzeba się jakoś rozgrzać

Dobra herbata i wspomnień czar na DVD, to zawsze działa. Włączam mecz sprzed dwóch lat, AZS Politechnika - Resovia. Tak, to ten pamiętny mecz, jeszcze na Obozowej, przegrywamy 0-2, ale ostatecznie zwyciężamy 3-2. Przydałoby się tak dzisiaj... A może nawet bez tych przegranych dwóch pierwszych setów? Oczywiście, że da się to zrobić. Ale do meczu jeszcze sporo czasu, trzeba trochę postudiować.

Godz. 11.30... do meczu 3 godziny, 15 minut

Taaa… Pasjonująca praca do napisania: migracje z Polski po 2004 roku. Choć w sumie, jak o tym pomyśleć, to taka trzydniowa emigracja na mecz pucharowy nie byłaby taka zła. Dajmy na to Ateny, albo Macerata. Któż by nie chciał widzieć Politechniki w europejskich pucharach, a przede wszystkim, kto by nie chciał pojechać na taki „mega wyjazd”. Otwieramy listę na forum. Choć może najpierw ograjmy Jastrzębie.
 
Godz. 13.30... do meczu godzina i 15 minut

Przed tymi emocjami wypadałoby spożyć jakiś sensowny obiad. Pizza to rozsądny wybór. Nie ma to jak własnej roboty, kupiona w supermarkecie (oczywiście najtańsza) i podgrzana w piekarniku. Od razu przypomina się zeszłosezonowy mecz w Bydgoszczy i pizza podczas pierwszego seta w Łuczniczce. W jednej ręce pałka do bębna, w drugiej kawałek pizzy i oczywiście bez okrzyków, bo przecież czymś trzeba przeżuwać. Ale za to wynik, 3-0 dla nas... Oby tak dzisiaj.

Godz. 14:00... 45 minut do pierwszego gwizdka

My tu gadu-gadu, a trzeba wychodzić. Laptop spakowany, kable są, szalik na szyi, bo w końcu zima nie tylko w Polsce, karnet internetowy w portfelu i można świat zdobywać. Przychodzę do kafejki i czeka na mnie moje szczęśliwe miejsce. To samo, kiedy oglądałem jak na początku października nasza kamanda ograła Częstochowę w pierwszym meczu sezonu. Nad biurkiem plakat Rudolpha Valentino i fotos z „Przeminęło z Wiatrem”. No oby tym razem mijało trochę wolniej niż w Olsztynie, a przynajmniej szczęśliwiej.  Po prawej stronie portrety mistrzów - Ayrton Senna, Michael Schumacher, Tiger Woods. Swoją drogą, ten ostatni mógłby sypnąć Politechnice trochę grosza, z pewnością nie zbiedniałby od tego, a jaką by miał satysfakcję!
 
Godz.14:44... została jedna minuta

No to zaczynamy, oby pozytywnie, szczęśliwie i szybko, tak do Teleexpresu, którego i tak nie zobaczę.

Godz. 17:00... minuta po zakończeniu meczu

O kurczę! A więc jednak! To udało się zrobić! Po raz pierwszy w historii wygraliśmy z Jastrzębiem! I do tego przed Teleexpresem! „Zabijaka” Gladyr, świetny Milczarek i prawdziwy Zespół, przez wielkie „Z”. Czapki z głów! Można z dumą wyjść na ulicę w biało-zielonym szaliku, którego i tak nikt tu nie rozumie. Duma mnie rozpiera, że najbliższy mojemu sercu klub potrafi w taki sposób wygrywać - po ciężkiej walce i z uśmiechem na ustach. Oby tak częściej Panowie!

Godz. 18.00

Znowu ta cholerna praca, ale tym razem wszystko idzie jakoś lżej, migracje zaczynają być sympatyczniejsze, chłód w mieszkaniu bardziej znośny, a w perspektywie wieczór z piłkarską Primera División. Jak tak patrzę na cały ten dzień, to dochodzę do wniosku, że kibic to ma jednak przegwizdane, a ten na obczyźnie, to nawet podwójnie. Taki kibic na miejscu, żyje wszystkim tym co się wokół drużyny dzieje, chodzi na mecze, angażuje się w życie klubu, a chwile radości przeżywa nierzadko. Ten na obczyźnie, nie dość że to wszystko przeżywa tak samo, a nawet gorzej, bo nie może być na hali i wspomagać dopingiem swoich graczy, to jeszcze dostaje cholery, jak mu się transmisja przez Internet zawiesza, albo jak nie może śledzić wyniku na żywo. Choć z drugiej strony dla tych paru chwil radości warto się pomęczyć...

Liczba komentarzy (0) - Dodaj komentarz..

 
« poprzedni artykuł
komentarze

Brak komentarzy - dodaj..



Strona 1 z 0 ( 0 komentarze )
©2006 MosCom

Musisz się zalogować.





Nie pamiętasz hasła?
Konto? Zarejestruj się!

Zobacz galerię zdjęć